W Świecie Baśni
Komentarz odautorski (tak, w tym miejscu, bo na 90% przeczytacie):
Chciałabym co nieco powiedzieć o tym fanficku. A w zasadzie nie o fanficku, tylko o takim osobistym apelu. Wymyśliłam tę historię trzy miesiące temu, pewnego zimowego wieczoru, zainspirowana własnym małym, aczkolwiek mocno dającym do myślenia wydarzeniem.
Przede wszystkim - po przeczytaniu tego opowiadania zaczniecie myśleć, iż to kolejny fanfick o fance i postacią z anime w roli głównej. No cóż, jeśli tak pomyślicie, srodze się zawiedziecie (lub odetchniecie z ulgą). po pierwsze - nie jest to żaden romans. Jest to opowieść jak najbardziej poważna, która ma czegoś nauczyć (lecz czy nauczy, lub przypomni, sami powiecie później). Po drugie - nawet jeśli zachciałoby mi się napisać opowiadanie o mnie i pewnym bohaterze w rolach głównych, to musiałabym być nieźle skrzywiona, aby coś takiego napisać, a co dopiero wysłać na DevianArta. Kiedyś to tak, dziś nie wypada.
Co dalej... pierwotnie miał to być komiks, ale nie umiałam dokładnie ułożyć fabuły w głowie, więc posłużyłam się edytorem tekstu i klawiaturą. Rzadkość w moim przypadku. Koniec końców napisałam opowiadanie, a czy to zilustruję, zobaczy się. Możecie oczywiście sami to zrobić, nie zabraniam ;3.
Dodatkowo, chciałam napisać to, że tak powiem, "w jednym akcie", ale stwierdziłam, że za długie to by było, więc podzieliłam na 3 części.
Na koniec dodam, że możecie komentować wszystko, poza dwoma rzeczami - na temat błędów gramatycznych i językowych. Nie jestem chodzącą maszyną do pisania, nie mam doświadczenia w pisaniu fanficków, ale mam świadomość tego i liczę na wasze współczucie. Bo staram się wyćwiczyć swój język, a że mówiony mi kiepsko idzie, to co dopiero pisany?
Wasza BeastKonoha
Prolog
"Muzyka jest niedyskretną powiernicą: zdradza najtajniejsze myśli"
Romain Rolland
To miał być zwykły dzień. Zwykły dzień zwykłej dziewczyny, zajętej zwykłymi obowiązkami domowymi. Jednak przedziwne okoliczności sprawiły, że nie zaznałam spokoju od tamtego dnia...
Część 1 – Dom.
Jak już wspomniałam, to miał być zwykły dzień. Siedziałam przy biurku, a właściwie przy ławie (którą „pożyczyłam" od mamy). Zajmowałam się rysowaniem kolejnej pracy na DewiantArta. Chciałam narysować coś, co planowałam dawno temu zrobić, a nie miałam pomysłu jak się za to zabrać. Widocznie ten dzień nie był idealny na tę pracę, bo co chwila coś mi nie wychodziło. A to linia ust za daleko poszła, a to anatomia leżała i kwiczała. Jednym słowem – nie byłam w formie.
„Jak to jest, że jednego dnia umiem stworzyć cuda-niewidy, a drugiego nie dać rady nawet z zwykłym chibikiem?" myślałam sobie. „Na dobitkę mój długopis zaczyna robić kleksy".
Podniosłam moje narzędzie do góry, aby się mu bliżej przyjrzeć. Ot, zwykły długopis, Criftal GRIP marki BIC, mocno wysłużony, bo nawet linii atramentu nie widziałam.
- Jak możesz mi to robić w tym momencie? – powiedziałam na głos – Nie mam pieniędzy w tym miesiącu, inne długopisy nie nadają się i jeszcze ty mi coś takiego robisz? Et tu Brute contra me?
Długopis, nawet jeśli by chciał, nie mógłby mi odpowiedzieć. Więc zrezygnowana, odłożyłam na bok owego Brutusa i przechyliwszy głowę do tyłu, myślałam z zamkniętymi oczyma. Zwykle jak o czymś myślę, to raczej o pewnych scenkach, które wymyślam – ot tak, dla zabicia czasu. Rolę główną mają ja i jakaś postać z anime. Z tych scenek często projektuję zalążek komiksów, oczywiście zmieniając główną bohaterkę. Przecież jakby autorka występowała w swoim komiksie, byłoby to nadto dziwne. (Choć nie powiem, czasem mnie kusi ten pomysł). Właśnie kłopotałam się nad pierwszą stroną mojej mangi, bo nie mogłam definitywnie stwierdzić, jak ma wyglądać. Ciągle kombinowałam, próbowałam, a sterty kiepskich szkiców rosły. I tak myślałam, myślałam, myślałam...
I wtedy usłyszałam Melodię.
Choć Melodia brzmiała cichutko, podskoczyłam z dwa metry ze strachu. Z prostego powodu – nie byłam sama. Mama pracowała, brat jeszcze siedział na wykładach. A nawet jeśli by wrócili, to usłyszałabym najpierw dzwonienie kluczy w drzwiach.
Siedziałam sztywna na krześle, nie mając odwagi odwrócić głowy. Mimo że mój mózg aż wrzeszczał: „MASZ OBCEGO W DOMU!!! MASZ INTRUZA W DOMU!!!", to starałam się zachować trzeźwość umysłu. Na darmo.
Melodia trwała może z dwie minuty, ale dla mnie przeciągała się w wieczność. Jednak było coś dziwnego w tej melodii. Miałam uczucie, że ją znałam, choć nie wiedziałam skąd. Tak jakbym głęboko w środku pamiętała tę Melodię, ale nie mogłam przebić się do niej i przypomnieć. Słuchałam i słuchałam... W pewnym momencie nie myślałam wcale o tym, że ktoś gra na jakimś instrumencie, czy że w ogóle znajduje się w moim domu. Muzyka przepełniała duszę i umysł, aż doszłam do wniosku, iż w nosie mam intruza. Chciałam słuchać tej Melodii. Tylko tej Melodii. Bez końca...
- Przepraszam, ale nie będę grał całą wieczność. Sił mi zabraknie.
To było tak nagłe i niespodziewanie, że z szoku wstałam i rozejrzałam się po pokoju. Dopiero wtedy mój system ostrzegawczy się odezwał w głowie na całego. Ktoś był w tym pomieszczeniu!
- Aż dziw, że dopiero teraz się skapnęłaś. Ale widocznie za długo grałem i cię Melodia wciągnęła.
W pokoju na pierwszy rzut oka nikogo nie było, ale głos przemawiał wyraźnie. Był to chłopięcy głos. Choć wydawało mi się to dziwne, podniosłam głowę do góry.
I ujrzałam Jego.
Siedział z wywieszonymi nogami na szafie dzielącej mój pokój od reszty domu. Miał brązowe włosy, które miałyby pewnie długość do ramion, gdyby nie odstawały gdzieś na poziomie linii uszu. Na oko 14 lat, może ciutkę mniej. Był przy tym dość szczupły. Jego duże, pełne ciekawości oczy koloru brunatnego patrzyły na mnie z uwagą. Ubrany był w płaszcz barwy khaki, a ciemnozielone spodnie wpuszczone w wysokie brązowe kozaki. W ręku trzymał harmonijkę przy ustach. Uśmiechał się przyjacielsko.
Oniemiałam. Kojarzył mi się... Nie, przypominał mi pewną postać z książki, ale to niemożliwe, żeby bohater literacki siedział ot tak na twojej szafie, prawda?
Prawda?
- Na moje oko, powinnaś w tym momencie wrzasnąć – powiedział spokojnie.
- ... acha – I wrzasnęłam.
On tymczasem zeskoczył z kocią gracją na moje łóżko, potem z niego zszedł i stanął przede mną. Był o głowę niższy ode mnie.
- Rany, jak już masz krzyczeć, to bardziej autentycznie! – fuknął na mnie.
- To było na serio! – odpowiedziałam zmieszana – Wybacz mi dociekliwość, ale... kim ty jesteś?
Nie odpowiedział od razu. Poklepał trochę moje łóżko.
- Widzę, że robią coraz mniej wygodne łóżka. Kiedyś to ludzie wpychali do pościeli gęsich piór i spało się jak na chmurce. A teraz to twarde jak kamień!
- N-no wiem, że twarde, jednak cóż na to poradzić? A poza tym nadal nie wiem, kim ty...
- Mogę zapalić fajkę?
- Nie, nie lubię palaczy. Czy mógłbyś mi odpo....
- A masz może herbatę?
- Słuchaj, mam tego dość. Albo mi odpowiesz, kim ty jesteś i wytłumaczysz mi, po jaką cholerę siedziałeś na mojej szafie i grałeś na harmonijce - do tego jakim cudem dostałeś się do domu - albo zadzwonię po policję!
Przybysz najwyraźniej nie przeraził się wizją bliskiego spotkania z komendantem najbliższego posterunku. Usiadł, wyjął fajkę i (wbrew mojej woli) zapalił ją, zaciągnął się i powoli puszczając dymek, spojrzał uważnie na mnie. A gdy skończył, rzekł poważniejszym głosem:
- Oczywiście, masz prawo zadzwonić na policję, ale bądźmy szczerzy – co im powiesz? Że siedziałaś nad komiksem, gadałaś do długopisu, po czym usłyszałaś muzyczkę i tak się zasłuchałaś, że nie zwróciłaś uwagi na intruza, a gdy w końcu go zauważyłaś, okazał się być bohaterem dziecięcej literatury?
Jego argumenty brzmiały niby racjonalnie, jednak ostatnie słowa dotarły do mnie z półminutową przerwą.
- Bohaterem... dziecięcej... ale... co... jakim cudem... ty chyba nie jesteś...?
- Owszem, jestem.
Wciągnął kolejny dym i wydmuchawszy go, oświadczył:
- Jestem bezimiennym podróżnikiem. Podróżujący po całym świecie, jednak osadzający się na wiosnę i lato w dolinie pełnej troli i małych stworzonek. Urodzony w nieznanym miejscu, na Półwyspie Skandynawskim, w Krainie Tysiąca Jezior. Bohater książek dla dzieci i obiekt westchnień tysięcy młodych i starszych dziewczyn na Deviant Arcie. A zwą mnie Włóczykij, czyli Ten Co Włóczy Kij.
Powiem szczerze, po tej prezentacji szczęka mi opadła. Nie miałam wątpliwości, że przede mną stoi jeden z moich bohaterów dzieciństwa. Poczułam się jednak nieswojo przy wzmiance o fankach, a gdy wspomniał o Kiju, poczułam rumieńce na twarzy.
- Nie masz czego się wstydzić. Twój komiks o pochodzeniu mego polskiego imienia był nawet zabawny.
- A-a-a-a-a-ale jakim cudem t-t-t-ty...?
- Jakim cudem? Zwyczajnym, ale o tym później. Masz w końcu tę herbatę?
- T-tak.
No więc podreptałam do tej kuchni, bo miałam inny wybór? W międzyczasie, gdy nalewałam i nastawiałam wodę, Ten Co Włóczy Kij rozglądał się po mieszkaniu i komentował:
- No no, taki zbiór książek, pozazdrościć wam... Już nieczęsto można natknąć się na biblioteczkę w domach.... A tu widzę rogi nad komodą. Jelenia, tak? Coś mi się obiło o uszy, że to twój pradziadek tak ładnie urządził rodzinkę, bo i małe różki są... O, piecyk! Ale na prąd. Szkoda, ogień w piecyku to było coś wspaniałego, ale to nic w porównaniu z ogniskiem w środku lasu. Teraz to ludzie kupują te, jak im tam... Kafolyreny, czy coś takiego... O fu, a co to za płaski, czarny obrazek na podstawce? Pasuje tu jak wół do karocy. Podobno ludzie oglądają w nim filmy, ale nigdy się nie interesowałem tym...
I tak dalej mówiąc o meblach i bibelotach, przeszedł cały dom. W końcu zagotowała się woda i mogłam zalać herbatę. Spytałam, czy słodzi.
- Tak, cztery łyżki proszę.
Zastanawiając się, czy nie rozchoruje na jakąś cukrzycę, nasypałam mu tyle, ile chciał. Sobie nic nie dodałam, bo najbardziej lubiłam gorzką, z dodatkiem mleka. Postawiłam na stole kubki i usiedliśmy.
- O, nie słodzisz? Zmieniłaś się, kiedyś to sypnęłabyś tyle, ile ja teraz!
- Nie chcę nic mówić, ale skąd to wiesz?
- Wiem wszystko o tobie, włącznie z tym, co o mnie myślałaś.
Wzięłam kubek do ust i wypiłam łyk tak, aby zasłonić kubkiem moje zaczerwienione policzki.
- To było dawno i nieprawda...
- Właśnie, że NIEDAWNO i PRAWDA.
Zakrztusiłam się i cała czerwona (trochę ze wstydu i trochę dlatego, że starałam się nie wypluć swych płuc) spojrzałam na niego. A on uśmiechnął się niewinne.
- Spokojnie, nie będę mówić o tym więcej.
- Mogę... *khe khe*... Cię o coś spytać?
- Oczywiście.
- Czemu do mnie przy... byłeś? – nie byłam pewna, co powiedzieć. (Przyjechałeś? Przyszedłeś? Przyleciałeś?).
Wziął spokojnie łyk przesłodzonego napoju i pozwolił sobie na dłuższą przerwę w rozmowie.
- Przybyłem do ciebie, bo chcę cię zabrać do pewnego miejsca.
- Do jakiego?
- Zobaczysz. Wiąże się z tym twoja misja, która jest dosyć specyficzna. Zapewne się zapytasz, czemu akurat ty, więc aby cię wyprzedzić – jesteś jedną z niewielu osób w okolicy, która nie chce iść z nurtem mody i technologii i ciągle stoi jedną nogą w świecie dzieciństwa i świata zeszłej epoki. Uwierz mi, zrozumiesz o co mi chodzi, gdy tam polecimy.
- Polecimy?
- A czego oczekujesz? To niedaleko, a ja nie mam prawa jazdy i nie mam ochoty sterczeć pół godziny na przystanku tramwajowym. Nie bój się, nic się nie stanie, bo nie zauważą nas.
- A czego użyjemy jako... transportu?
- Bynajmniej nie miotły i proszku Fiuuu. Ale nie od razu polecimy, najpierw wypijemy herbatę.
Teraz to ja nie odezwałam się, bo korciło mnie, aby się zapytać o jedną rzecz. Jednakże jestem z natury nieśmiała, więc minęło trochę czasu.
- Ummm... Czy mogę cię o coś zapytać... Włóczykiju?
- Tak?
- Czy mógłbyś zagrać jeszcze raz tę Melodię?
- Potem, bo trochę nagrałem się wcześniej i muszę odpocząć.
- Acha – westchnęłam zawiedziona. Ale przynajmniej jest nadzieja na Melodię.
Koniec części 1.
(tyaaaa, wyszło mi zbyt komicznie. Komentarze i pytania mile widziane ^^)
















Swoją drogą, czy jest jeszcze nadzieja, że wrócisz do Hetalii?
Nigdy bym nie pomyślała, że styl może być ciepły ^^
Niedługo postaram się wstawić nową część, tylko muszę jakoś początek ułożyć ^^'
Szczerze? Nikła, po tym co HH zrobił z Smokiem Wawelskim. Stwierdziłam, że się buntuję i kropka >^<*
^___^ ... ^__^'... ^_^"... =_="'... =^=""... T_T""'...
Nie opuszczaj mnie! TcTq Przecież mani marszałek nie może tak nas zostawić na pastwę różowych yaoistek, tak się generałowi nie robi! ToT/ A co z wszystkimi ludźmi, tymi szeregowcami? Sami bez ciebie sobie nie poradzimy... *emuje się w kącie*
Ale nie powiedziałam, że NA 100 PROCENT. NoMoreSkirts nie zostawię i nie zaprzestanę walki o godność Polski! >^< <- minka zdecydowania XD
Ale cóż, w pewnych sprawach jestem wymagająca - między innymi w stylizacji słownej.
Wolę nie wiedzieć, skąd ci taki pomysł się wziął XDDDD.
Starałam się pisać tak, jakby to mogła być historia zwykłej użytkowniczki Deviant Arta (jak ja! ^^)
Wolisz nie wiedzieć, co mogłabym napisać w opowiadaniach ze mną w roli głównej, gdybym nie miała przyzwoitości - takie pomysły, że normalnie same hentai wychodziłoby XDDDD
Oooo, świetny argument! Tylko jest małe ale - rzadko popełniam błędy ORTOGRAFICZNE >D
Mam tak samo, chociaż może w mniejszym stopniu >D To zawsze taki kuszący pomysł, Ja x Mój ulubiony bohater mangi
Oj tam, każdemu czasem się zdarza, np. mój niedawny "żołnież" ^3^ A jeśli chodzi o błędy stylistyczne, to uważam, że wszystko jest w porządku
Sorki, że tak późno, randkę z "nauką" miałam, bój się geografii, dziewczyno -.-