Deviant Login Shop  Join deviantART for FREE Take the Tour
×

:iconbeastkonoha: More from BeastKonoha


More from deviantART



Details

Submitted on
May 19, 2011
File Size
21.8 KB
Link
Thumb

Stats

Views
160
Favourites
4 (who?)
Comments
16

License

Creative Commons License
Some rights reserved. This work is licensed under a
Creative Commons Attribution-Noncommercial-No Derivative Works 3.0 License.
×

W świecie Baśni



Część 2 - Świat Baśni



Chociaż wypicie kubka herbaty zajmuje 5 minut, minęło dobre pół godziny zanim Włóczykij oznajmił, że czas na wycieczkę. Jednak gdy zapytałam, czy trzeba coś zapakować, spojrzał na mnie jak na kogoś, komu trzeba dwa razy powtarzać zdania. Nic nie mówiąc, zaczął grzebać w kieszeni.
- A oto będzie nasz środek transportu! – powiedział po chwili dumnie i wyjął z kieszeni... swoją harmonijkę.
- Za przeproszeniem, chcesz złożyć z niego odrzutowiec? – zapytałam wątpliwie - Nie wiem, co chcesz zrobić, ale z tego nie zbudujesz raczej Bambo Jeta.
- Po co nam jakiś Bambo Jet? W porównaniu z gigantycznym i głośnym samolotem, MÓJ sposób jest szybszy, dyskretniejszy i o wiele bardziej przyjemniejszy.
Podniósł instrument do ust i delikatnie wdmuchnął powietrze do środka. Z drugiej strony wypłynął strumień cichutkich, mile brzęczących w uszach, dźwięków. Tak się zasłuchałam, że nie spostrzegłam, jak muzyka mnie unosiła.

DOSŁOWNIE.

- E-e-eeej, co to... LATAM!!?!?!?! – przerażona, wymachiwałam nogami i rękoma prawie jak wiatrak – Nie zgadzam się!!! Mam... m-mam lęk wysokości!
Włóczykij tylko zerknął na mnie i przestał na chwilę grać, bo złapał go atak śmiechu.
- Hahaha! Wyglądasz jak ryba, którą wyciągnął ktoś z rzeki, haha!
Strach zabrał mi język, ale chętnie bym odpowiedziała mu, w mało uprzejmych słowach, że właśnie tak się czuję.
Po długim czasie, gdy Włóczykij przestał się śmiać (a ja grozić mu w myślach), zaczął instruować mnie, jak się lata. W zasadzie to nie tyle latać, co  nie tracić równowagi. Otóż – jak sam stwierdził – na swawolę mi nie pozwoli i będę za nim tylko szybowała (chyba coś na kształt ciągnięcia sznurkiem). Zgodziłam się z chęcią. Jeszcze by tego brakowało, żebym gdzieś odleciała i potem w wieczornych wiadomościach zostać mimowolną gwiazdą.

Wkrótce i on wisiał w powietrzu, choć zupełnie inaczej ode mnie. Wyglądał, jak by stał na twardym, niewidzialnym gruncie (i tak się poruszał). Natomiast ja lewitowałam w stylu spadającego z samolotu człowieczka. Ciekawe, czy tak rzeczywiście czują się skoczkowie?
- No dobra, ruszamy! – rzekł Włóczykij i podleciał (podszedł?) do okna. Jednak przez dłuższą chwilę szamotał się z okiennicą – Eeem... jak to się otwiera?
- Jak mnie przyciągniesz, to ci pokażę – przypomniało mi się w końcu, jak się mówi - Teraz się boję nawet kiwnąć palcem.
Włóczykij zaczął zginać palec w stylu „chodź bliżej", a ja posłusznie przyleciałam. Otworzyłam mu okno i po chwili podziwiałam panoramę Łodzi.

Widok był całkiem uroczy. Wisieliśmy centralnie nad Placem Wolności, mając pod nogami pomnik Kościuszki. Byliśmy zwróceni w kierunku Piotrkowskiej. Kamieniczki z góry prezentowały się wprost uroczo. W oddali poznałam wieżę Katedry, a kawałek dalej, mniejszą, Kościoła św. Mateusza. Zdołałam rozpoznać Plac Niepodległości, oraz ulicę Piłsudskiego przecinającą Pietrynę. Kątem oka widziałam nawet mój kochany Park Poniatowskiego, park mojego dzieciństwa.

Byłam tak zachwycona Łodzią z tej perspektywy, że nie pomyślałam nawet o tym, że dwoje ludzi, w tym ja, latała sobie nad miastem, tak bez powodu.
- Pierwszy raz oglądasz z góry Łódź? – spytał Włóczykij.
Tylko kiwnęłam głową, nie odrywając oczu. Włóczykij uśmiechnął się i zaczął iść na południe. W tym momencie zostałam „pociągnięta" i lewitowałam tuż za nim. Mimowolnie spojrzałam w dół. Rozśmieszała mnie sytuacja – oto latam wraz z fikcyjną postacią nad swoim miastem, a mieszkańcy nawet nie zadają sobie trudu, aby zerknąć w górę.
- Zastanawia mnie, kiedy oni zauważą nas... – pomyślałam na głos.
- Nigdy. Oni nas nie widzą – odparł Włóczykij – To jest jedna z specyfik baśniowych postaci. Jeśli jest mniej niż pięciu ludzi w jego otoczeniu, nie zauważą ich. Ale za to jeśli jest więcej, nie zobaczą postaci. Oczywiście, jeśli postać będzie chciała być widziana lub niewidziana.
- Czyli jeśli na przykład ja jestem blisko ciebie, widzę cię, a jeśli byłabym na dole, to nie?
- Tak. Ludzie jako masa są ślepi. Głupieją w otoczeniu innych i przez to tracą swą indywidualność. A jeśli naśladujesz innych i nie myślisz po swojemu, nie jesteś w stanie żyć w zgodzie z duszą. A dobra symbioza z duszą pozwala na widzenie tego, czego nie da się zobaczyć wśród ludzi. Baśnie żyją właśnie dlatego, że widzimy i jesteśmy widziani nie oczami, a duszą.
- Brzmi to jak pokręcona wersja Małego Księcia – podsumowałam jego myśl. – A czy nie było przypadkiem, że to sercem się widzi?
- Możliwe, uczył nas wiele różnych wersji. Wiesz, zostaliśmy przez niego wychowani. Dużo nam mówił o przyjaźni i w ogóle. A że jest dzisiaj czytany, Mały Książę nadal może być z nami.
- Zaraz, to on żyje? – podniosłam głowę z zdziwienia - Przecież on chyba na końcu umiera?
- Zaczynasz chyba zatapiać się w świat dorosłych, moja droga. Czy na pewno on umiera na końcu? Wyraźnie jest napisane, że on wrócił na planetę. Dzieci powinny wierzyć w to, że jest wśród nas, ale starsi próbują wmówić wam, że on nie żyje, bo to racjonalne, jak go ukąsiła żmija – machnął ręką z poirytowania – Ach, wy i ten cały racjonalizm! – po chwili szeptem do siebie – I do tego, po co się zgadzał na tego węża? Po tym tydzień nam marudził, jak go jad boli...
Nie odzywałam się już więcej, bo zamyśliłam się na chwilę nad jego słowami. Zaczynało to już się robić coraz dziwniejsze. Nie mówiąc o tym, że zabierał mnie do nie wiadomego miejsca. Pięknie!

Po dłuższym czasie zboczyliśmy z kursu. Zamiast na południe, lecieliśmy lekko na południowy zachód. Nie minęło wiele czasu, gdy Włóczykij zatrzymał się gdzieś na wysokości Pabianickiej i ulicy... której... nie znałam?
- Jesteśmy już na miejscu! – oznajmił radośnie, wskazując na jeden z  budynków.
Muszę przyznać, że był bardzo ładny. Wyglądał jak kamienica, która mogła być willą jakiegoś fabrykanta.  Jednopiętrowa, w beżowym kolorze i na pierwszy rzut oka zadbana. Jednak jako wytrawna wielbicielka łódzkich kamienic, zwróciłam uwagę na fakt, iż przy frontowych drzwiach nie było schodów, a do tego, mimo remontu, nie wisiały żadne firanki w oknach. Na dodatek dróżka miała symptomy zarośnięcia trawą.
Podlecieliśmy do jednego z okien. No tak, elewacja piękna i tak dalej, a w środku okropny bałagan. Pomieszczenie miało wygląd dawno nieużywanego warsztatu, który na dodatek został opuszczony w pośpiechu. Włóczykij lekko pchnął okiennicę, a ta otworzyła się, jak by nie miała zamka.
- A mojego okna to nie dało się, co? – spytałam zgryźliwie.
- Bo umiem otwierać okna od zewnątrz bez żadnej pomocy. Od środka muszę radzić sobie jakoś.
Nareszcie poczułam się pewniej, gdy moje nogi zetknęły się z mocno zakurzoną posadzką. Była, tak jak w kamienicach, parkietem z bliżej nieokreślonego drzewa, ułożoną w jodełkę. Włóczykij po wylądowaniu od razu podszedł do pierwszej lepszej komody i zaczął poszukiwania czegoś ważnego. Tymczasem ja zajęłam się oglądaniem wnętrza.
Gdyby nie ten brud, pokój sprawiałby wrażenie nawet przytulnego. Na samym środku stał ogromny stół z zniszczoną makietą. Po przyjrzeniu się stwierdziłam, iż to mogła być makieta miasta (trudno stwierdzić po 2 centymetrach kurzu). Na przeróżnych szafkach i komodach patrzyły na mnie manekiny, lalki, twarze i inne przedmioty. Prawdopodobnie nie wzięto ich, bo nie nadawały się do użytku. Zniszczone, stare, zapomniane, z smutnymi oczyma. Niemal czułam na sobie ich spojrzenia, pełne żalu i rozpaczy. Aż odwróciłam wzrok ku podłodze. Zauważyłam, że moja stopa coś przygniotła. Podniosłam to coś do góry. Była to ulotka, w wszystkich odcieniach szarości, z jakimś zwierzątkiem (nie dałam rady określić, jakim) i zatartym napisem:

„STUDIO M..CH FO...FI..MOWYCH"

„Co za stara ulotka... Zaraz, zaraz... kojarzę tę nazwę..."  - pomyślałam – „Studio m... nie odczytam się... fo... tu też nie... ale to fi..mowych to musi być Filmowych! A jeśli tak, to reszta powinna brzmieć  Studio Małych Form Filmowych! A jeśli to jest ta nazwa, to prawdopodobnie jesteśmy..."
- Włóczykiju?
Nie od razu się odwrócił. Zajrzał do dużej szafy, nie pokazując mi wnętrza, po czym zamknął zadowolony.
- Tak?
- Czy my nie jesteśmy przypadkiem w starej siedzibie SeMaFor?
- Dokładnie – uśmiechnął się szerzej – Uważasz się za głupią, a myśleć umiesz. To jest Studio Małych Form Filmowych SeMaFor, miejsce w którym urodziliśmy się. Może nie po raz pierwszy (bo Niemcy pierwsi nas zekranizowali), ale za to dla Was, Polaków. A potem razem z innymi, ulepionymi i ożywionymi ludzkimi rękoma, istotami, mieliśmy stworzyć cudowny świat dziecięcej wyobraźni w szarym życiu PRL-u. Ale dość gadania! Czas wejść do Świata Baśni!
- Do Świata Baśni? Chcesz mi powiedzieć, że... przylecieliśmy tu... aby wejść do Świata Baśni?
- Inaczej się nie da. Wrota są zwykle w domach autorów bajek, lub w takich studiach jak tutejsze SeMaFor. Ale domy prywatne odpadają, bo albo już ktoś w nich mieszka, albo są odwiedzane przez turystów. Dobra, koniec pytań!
Stanął tyłem do mnie i trzymając klamki od szafy, uroczyście i poważnie oznajmił:
- Witaj w Prawdziwym Świecie Baśni!

Otworzył i szybko przeszedł na bok, abym miała zobaczyć to...

... Czego nie chciałam zobaczyć.

On chyba ze mnie kpi.

Przecież...

Przecież...

Świat Baśni powinien być kolorowy, piękny, radosny! Z soczystą trawą, drzewami pełnymi owoców, latającymi motylkami nad tęczowymi kwiatami. Tak wygląda Świat Baśni!
Zamiast tego, stałam naprzeciwko najbardziej ponurego miejsca na świecie. Szara, martwa ziemia, na której nic nie rosło. Chmurne, czarne niebo. Jakieś niepokojąco wyglądające słupy sterczące z ziemi.

Postacie z bajek chodzące tu i ówdzie, z smutnymi, przygnębionymi twarzyczkami...

Włóczykij wziął mnie za rękę i, wbrew mojej woli, pociągnął za sobą. Zrobiłam jeden krok ku drzwiom i wszelkie dźwięki, dobiegające z ulicy nieopodal, znikły. Pode mną gleba zatrzeszczała nieprzyjemnie. Na moment zaczęłam myśleć, iż jestem w Narnii, ale Narnia byłaby o wiele barwniejsza. Szliśmy dalej, nic nie mówiąc. Reszta postaci tylko zerkała na mnie, po czym szła (lub siedziała) dalej. Idąc za przewodnikiem, miałam sposobność przyjrzeć się im.

Koziołek Matołek siedzący cicho pod drogowskazem z napisem „Pacanów". Bolek i Lolek idący obok siebie, lekko przygarbieni, jakby na ich plecach znajdował się ciężar. Reksio włóczący bezładnie swymi dawno niemytymi łapkami. Filemonek z Bonifacym wpatrujący się na mnie z słupów. Krecik próbujący wykopać dołek swą łopatką. Rumcajs z rodziną myślący nad czymś z smutkiem na twarzy. Pszczółka Maja, bez Gucia, lekko brzęcząca z ziemi. Wilk i Zając oparci o siebie i wzdychający co chwila. Jednym słowem, obraz nędzy i rozpaczy.

Jednak kogoś mi brakowało. Tak, definitywnie brakowało. Obracałam się i obracałam, ale nigdzie nie widziałam go. Czułam, że coś tu nie pasuje. Gdzie jest ten, który był mi tak bliski w dzieciństwie? Który kołysał mnie do snu? Który stał się moim przyjacielem?
- Włóczykij – zatrzymałam się – Powiedz mi, gdzie Miś Uszatek.
To nie była prośba. I on wiedział o tym dobrze.
- Nie jestem pewien, czy chcesz go widzieć, ale jeśli tak pragniesz...
Wykonał jakiś gest w stronę najbliższych smutków. Oni posłusznie rozstąpili się.

Siedział tam, nieruchomy, oparty o kamień. Pasiasta pidżamka mocno zniszczona i zbrudzona. Tu i ówdzie brakowało mu futerka, a oczka – tak paciorkowate – patrzyły jakimś pustym spojrzeniem. Tylko ucho, co klapnięte ma, zdawało się być w stanie nietkniętym.

- Misiu? Misiu Uszatku? – zapytałam cicho.

Nie poruszył się.

- Czemu nie reagujesz? Przecież to ja, nie poznajesz mnie? – uklękłam przed nim.

Nie poruszył się.

- To ja, czemu nic nie mówisz? Po tym, jak mnie wychowałeś, gdy byłam malutka? – delikatnie dotknęłam go na głowie.

Nie poruszył się.

- Jak możesz mi to robić? Czemu nic nie mówisz? CZEMU!?  - ostatnie słowo wykrzyczałam mu w twarz.

Nie poruszył się.

Wstałam. Mimowolnie w kącikach oczu poczułam coś mokrego.
- Nie ma sensu krzyczeć, moja droga – szepnął cicho Włóczykij.
- Nie ma sensu?! On nie reaguje!
- Bo nie żyje.

...

Najpierw pomyślałam, że się przesłyszałam.


Potem, że żartuje.


Następnie wpatrywałam się pół minuty na cichego Uszatka.


I na koniec dałam w policzek Włóczykijowi.
- Jak śmiesz tak mówić, draniu! – wydarłam się na głos. Wszyscy odwrócili na nas wzrok – Przecież... Przecież bajka nie może umrzeć! Nie może! A co z dziećmi? Co z piękną wyobraźnią! Co z wiarą i nadzieją, tak niewinną! Śmiesz mi wmówić, że moje dzieciństwo umarło?!

Włóczykij spojrzał na mnie obojętnie. Jakby fakt, że oberwał, był jak najbardziej naturalny.Jednak coś niepokojącego czaiło się w jego brązowych oczach.
- Co z dziećmi, mówisz? Otóż, panno hipokrytko,  właśnie one zabiły Uszatka.
Na chwilę przestałam oddychać.
- Dzieci...? Ale... Jak...?
Włóczykij wyprostował się. Jego mina stała się w jednej chwili poważna, a sam zdawał się przewyższać mnie. Na jego oczy padł cień.
- Myślisz, że zawsze będziemy żyć? Że zawsze będą nas puszczać na dobranockę w Telewizji Polskiej? Że rodziny w Polsce i na świecie będą nas oglądały? Że dzieci nas będą kochały? Że będą brały z nas przykład? Świat się zmienia, moja droga. Zmienia się świat, zmieniają się pokolenia i sposoby myślenia. W czasach, w których nas stworzono, mieliśmy za zadanie pocieszać dzieci, bawić je bez przemocy. To były czasy powojenne, a także czasy komunizmu. Póki dzieci potrzebowały bezpieczeństwa,  zapewnialiśmy im to. A teraz? Teraz dzieci są rozpuszczane. Daje im się to, co chcą. Nie mają szacunku dla nikogo i niczego. Wychowują się w atmosferze konsumpcjonizmu, oraz w świecie pełnym przemocy. Tu nie ma miejsca dla dobra. Liczy się tylko przemoc, seks i krew. Tylko ta pieprzona przemoc!

Wzburzony, na chwilę przestał mówić, aby złapać oddech. Tymczasem ja nadal stałam, zszokowana.
- Uszatek padł pierwszy. A ty sama widziałaś jego śmierć.
- Ja? Kiedy?
- Czy ci na mózg padło?! – krzyknął na mnie, rozwścieczony – A pamiętasz spacer z swoją mamą na Piotrkowskiej? Wtedy, gdy obok pomnika Uszatka stanęła babcia z wnuczkiem?
- Chodzi ci o to zdarzenie?
- Tak! Nie widziałaś Misia, bo już wtedy był zbyt słaby. Jak babcia zapytała wnuczka: „Znasz go?" i wskazała na pomnik, dziecko nic nie odpowiedziało. I ta cisza wystarczyła, aby zabić Uszatka!

W Świecie Baśni padła cisza. Nikt nic nie mówił. Słychać było tylko mój zdławiony łkaniem oddech.
- Nie... to niemożliwe...
Odwróciłam się w stronę Uszatka. Zanim pomyślałam, już klękałam po raz drugi, tuląc mocno jego martwe ciało. Miałam uczucie, jakbym tuliła maskotkę. Tak samo zimna i bez życia.
- Misiu! – wyjęczałam, zrozpaczona – Przecież ty... Kochasz dzieci! Dzieci lubią misie, misie lubią dzieci! Zawsze to powtarzałeś! I... I... I te same, co cię pokochały, zabiły?! Dlaczego tak się dzieje? Przecież JA was kocham! Was wszystkich! Z kim tak się bawiłam, jak nie z wami? Z kim dzieliłam swe sekrety, jak nie z wami? Z kim tak się przyjaźniłam, jak nie z wami?! Byliście moimi jedynymi przyjaciółmi! Pocieszaliście mnie, gdy ze mnie się śmiali! Gdy płakałam w samotności! Dlaczego macie umrzeć?!? Dlaczego Miś Uszatek musiał umrzeć?!?! On, mi najbliższy? Dlaczego...?!
Dalej nie dałam rady mówić. Łzy zdusiły głos w gardle. W końcu wybuchłam potężnym płaczem, mocząc uszy Uszatka. Nikt nadal nic nie mówił.

Nagle poczułam coś miękkiego na ramieniu. Zerknęłam czerwonymi oczyma. Był to Filemonek. Smutny, jak wszyscy, ale z pewną litością i zrozumieniem w swych kocich źrenicach.
- Filemonku... – nie zdołałam dokończyć, bo kto inny położył dłoń na głowie. Ktoś inny delikatnie przytulił. Po chwili wszystkie postacie podchodziły do mnie i tuliły. Nie wiem, czy robiły to z własnej woli, czy ich bajkowe dusze kazały pocieszać smutne dziecko. Dziwiło mnie to. Zwykle w takich momentach sama cierpiałam w swoim pokoju, a tu nagle znalazły się postacie, których obchodziło to, co czuję. Gdy uświadomiłam sobie, że jednak przez te lata nie byłam samotna, rozpłakałam się do końca, wypłakując cały ból, jaki nagromadził się w sercu.

Włóczykij tymczasem stanął na uboczu i przyglądał się mi. Nic nie mówił.

Jak Miś Uszatek

KONIEC CZĘŚCI 2

Ciężko pisało mi się ten fragment...
I nie chodzi o aspekt techniczny...

___

Tyle napiszę, bo nie chciałabym się rozpisać. Powiem tylko tyle - starałam się odwzorować prawdziwe realia dawnej siedziby SeMaFor. Musiałam nieźle się naszukać, aby znaleźć ten budynek. O samym SeMaForze nie muszę mówić, bo każdy, kto wychował się na bajkach, wie doskonale, co to za miejsce.

Jak zwykle zapraszam do czytania i komentowania.

CZĘŚĆ 1: [link]
CZĘŚĆ 2: tutaj
CZĘŚĆ 3: [link]
Add a Comment:
 
:icondoma-nissan:
Doma-nissan Featured By Owner Jul 11, 2011  Hobbyist General Artist
;_____; Kurna, przez ciebie stoją mi łzy w oczach! Misiu~~ Urna, musiałaś, tak?! Matko, to jest przerażające! Weź go ożyw, błagam cię! Ja chcę się do misia przytulić! ... Dlatego trzeba zaznajamiać dzieci z klasykami! Jak będę miała własne, będę im to puszczać z internetu, czy DVD czy co tam będzie! Nie pozwolę takim świetnym bajkom umrzeć! T-T/
Reply
:iconbeastkonoha:
BeastKonoha Featured By Owner Jul 11, 2011  Student Digital Artist
I takiej reakcji oczekiwałam... bo przyznam Ci szczerze, że mnie samej trudno było pisać ten fragment. Ale chciałam uświadomić, że jeśli będziemy zapominać o tym co dobre, to miś umrze...
I nie wiem, jak to skończyć, postaram się w najbliższym czasie skończyć...
(ja postanowiłam zabronić dzieciom oglądać samopas telewizji, a bajki sama będę wybierała)
Reply
:icondoma-nissan:
Doma-nissan Featured By Owner Jul 11, 2011  Hobbyist General Artist
Nie no spoko, nie śpiesz się :D (jak patrze, co się dzieje na takich kanałach jak cartoon, czy disnayxd (kto to widział, by ten piękny disney propagował takie durnoty?!!) to mi się płakać chce nad głupotą... Ale co ja chcę, w większości to amerykańcy robili...)
Reply
:iconbeastkonoha:
BeastKonoha Featured By Owner Jul 12, 2011  Student Digital Artist
Doma, zabiję cię. Przez Ciebie zachciało mi się przeczytać od nowa i miałam taką wenę, że do wpół do piątej nad ranem pisałam ostatnią część, którą już wstawiłam xDDD

(też mnie zaskakuje Disney. Gdzie ten świat baśni? Ten niewinny, z tymi wkurzającymi wstawkami musicalowymi? Teraz mam uczucie, że do scenariusza dorwały się jakieś niewyżyte nastolatki, a dorośli poszli sobie... zapalić papierosa xD)
Reply
:icondoma-nissan:
Doma-nissan Featured By Owner Jul 12, 2011  Hobbyist General Artist
Być cudzą weną... =____=" Ja tam się nie chwalę, ale miałam sytuację, jak na gg gadałam z koleżanką, a ona nagle dostała weny, pożegnała mnie i poszła rysować XD ... To czasem jest dziwne :rofl:

(baśnie? Daj spokój teraz jest Hania Górska i jakieś obozy muzyczne :| Dawno nie widziałam jakieś dłuższej bajki... ... SeMaFor wróć~! ToT/)
Reply
:iconbeastkonoha:
BeastKonoha Featured By Owner Jul 12, 2011  Student Digital Artist
Ciesz się, może kiedyś wymyślą zawód "Wena na Telefon". Dzwonią do Ciebie, chwile rozmawiają i dostają natchnienia. Ewentualnie przychodzisz do nich i kopiesz ich w cztery liter... (Hej, dostałam pomysł na ff z APH. Idę pisać, może wyjdzie zabawnie >D. Tylko muszę Zemstę Fredry znaleźć ^^')

Ostatnio zachęcająco wyglądała ta bajka o żabie, ale teraz bajki to się zrobiły zbyt komercyjne. Kiedyś to każda dłuższa bajka coś zostawiała po sobie, teraz każda kolejna niczym się nie wyróżnia. Chyba jedyne, co mi się ostatnio podobało i które mi mocno wbiło się do głowy, to "Gdzie jest Nemo"...

A Semafor dalej jest, tylko w innym miejscu i produkuje już coraz poważniejsze tytuły. Przyznam szczerze, że animację poklatkową lalkową już wyrobili w mistrzowski sposób. Polecam wejść na ich stronę i obejrzeć demówki ich tytułów ^^.
(i przeczytaj ostatnią część. Nad nią siedziałam do wpół do piątej rano... dzisiaj xD)
Reply
:icondoma-nissan:
Doma-nissan Featured By Owner Jul 12, 2011  Hobbyist General Artist
O lolz! serio?! Z fanfickiem... OvO Może serio jestem wcieloną Weną~~ *rozpływa się w marzeniach* ... z Toporzysławem >D

Niby tak, ale nic nie pozostawiała, tylko to, że trzeba pokonać własne strachy... A tak w zasadzie, bardziej na śmiech, niż na jakiś przekaz. A tego o żabie to nie do końca widziałam, więc się nie wypowiem, ale wyglądała zachęcająco... Może kiedyś obejrzę... W każdym razie nic mnie tak do świata baśni nie przeniosło mocno, jak kiedyś...

Chym, chyba serialnie pójdę ^^ No i oczywiście przeczytam przeczytam :)
Reply
:iconbeastkonoha:
BeastKonoha Featured By Owner Jul 12, 2011  Student Digital Artist
No, powiem tyle, że nasza grupa namówiła Felka do przedstawienia "Zemsty" w ramach propagowania kultury i poprawienia obrazu Polski zza granicą. Tylko kompletnie nie mam pomysłu na jakieś zabawne fragmenty... (ne, co sądzisz o małym układzie? >3)

Tak, te stare miały w sobie coś wciągającego...

To zapraszam do czytania ^^... TERAZ
Reply
(1 Reply)
:iconelbaf:
Elbaf Featured By Owner Jul 1, 2011
hmm no więc 3 część to powinnaś dostać misję ich reklamy w nowoczesnym środowisku i tutaj masz wreszcie pomysł na dA - te mangowo rysowane postacie z bajek, lub próba przekonania jakiś notabli do puszczania ich z powrotem w TV XD

tylko ja sobie włóczykija wyobrażałem jako 20 paro latka a nie 14...
Reply
:iconbeastkonoha:
BeastKonoha Featured By Owner Jul 1, 2011  Student Digital Artist
Nieee, to by się mijało kompletnie z celem opowiadania :/

A Mr. Kij ma 14 lat, bo on jest postacią z bajki, a poza tym wydaje mi się, że mimo większego doświadczenia od dorosłych, to tak naprawdę dalej dziecko ^^.
Reply
Add a Comment: